
Seul między pałacem a convenience storem
dzień, w którym plan rozpadł się na najlepsze możliwe kawałki
W Seulu bardzo łatwo ulec pokusie „odhaczania”. A przecież miasto najlepiej działa wtedy, kiedy zostawia się miejsce na przypadek.
Zaczęliśmy od Gyeongbokgung, ale najwięcej zapamiętałem z przystanku obok sklepu convenience, gdzie pół miasta kupowało lód, ramen i kawę do ręki.
Co naprawdę działało
jeden mocny punkt rano
jedna dzielnica na wieczór
reszta bez ciśnienia
Seul nie potrzebuje wielkiego planu. Potrzebuje wygodnych butów i baterii w telefonie.
Wieczorem weszliśmy na punkt widokowy tylko po to, żeby zobaczyć jak światła miasta rozlewają się po wzgórzach. To był ten moment, kiedy łatwo zrozumieć, dlaczego do Korei tak dobrze się wraca.
Podoba Ci się ten log?
Zostaw polubienie, żeby docenić autora i pomóc innym odkrywać wartościowe treści.
Zaloguj się, aby polubić log.
Komentarze
Zaloguj się, aby skomentować.
Bądź pierwszy — dodaj komentarz!